Patrzyłem w sufit
zastanawiając się co teraz zrobić. Nie mogę pozwolić, żeby
odeszła. Za dużo dla mnie znaczyła. Może to ja powinienem odejść
zamiast jej? Tak. Tak będzie dobrze. Nareszcie dobrze.
Szybko podniosłem
się z łóżka, co spowodowało, że zakręciło mi się w głowie.
Otrząsłem się z otumanienia i ruszyłem do pokoju, w którym
znajdowało się jej ciało. Otworzyłem drzwi by zobaczyć tą samą
bladą skórę, zapadnięte policzki i sińce. Przysunąłem taboret
do jednej strony łóżka i usiadłem na nim. Wziąłem w swoją dłoń
jej kruchą i delikatną. Popatrzyłem na zamknięte powieki tak
intensywnie jakbym przez sam mój wzrok miały się otworzyć.
-Wiem, że mnie
słyszysz i pewnie czekasz, aż spełnię twoją prośbę, ale...-
spuściłem wzrok na podłogę, zastawiając się nad dalszymi
słowami- Ale ja nie mogę tego zrobić. Zależy mi na Tobie, Rocky.
Wiem, że jestem ostatnim skurwysynem i pewnie masz mnie gdzieś, ale
ja ciebie nie. Te wszystkie słowa, które Ci powiedziałem, kiedy tu
ostatni raz byłem to prawda. Cholerna prawda. Nie chciałem się
potem do tego przyznać, bo myślałam, że mnie wyśmiejesz. Głupie,
co?- zaśmiałem się pod nosem.
Cisza znów
nastała, a ja oczekiwałem najmniejszego jej ruchu. Nic takiego się
nie stało. Westchnąłem i kontynuowałem dalej.
-Jeśli nie
wrócisz to... To... To ja przejdę tam do Ciebie,ale ty razem na
zawsze. Chyba wiesz co mam na myśli? Nie upuszczę Cię, nie dałbym
rady. Wiem, że jesteś w stanie wrócić. Zrób to proszę, a jeżeli
naprawdę ja jestem tym powodem dla którego nie chcesz wrócić, to
odejdę. Daj mi teraz jakiś znak. Poruszaj ręką, otwórz oczy,
cokolwiek.
Wtedy jak na
zawołanie maszyny znów zaczęły piszczeć.
-Rocky nie próbuj!
Nie! Masz do mnie wrócić! Rocky proszę!
Do pokoju wszedł
Tom i szybko wyrzucił mnie za drzwi. Odchodziłem od zmysłów.
Dlaczego ona mi to robiła? Opadłem na podłogę. Nogi podwinąłem
do klatki piersiowej, kładąc głowę na kolana. Dopiero teraz sobie
uświadomiłem, że płaczę, gdy poczułem wilgoć na rękach.
Nie wiem ile tak
siedziałem. Może kilka minut, pół godziny, godzinę lub dłużej.
Drzwi się otworzyły, a z nich wyszedł Tom. Popatrzył na mnie z
rozpaczą. Nie...
-Harry posłuchaj
mnie. Ona nie... Rocky...Przykro mi.- podszedł do mnie i położył
rękę na moim ramieniu.
-Nie. Pomyliłeś
się. Żyje. Żyje, musi.- szeptałem do siebie jak jakąś mantrę –
Dlaczego nic nie zrobiłeś?! Dlaczego jej nie uratowałeś?! Jesteś
,kurwa lekarzem!
Stał nie
wzruszony moim wybuchem, co mnie jeszcze bardziej sfrustrowało.
Miałem nadzieję, ze ona zaraz wyjdzie tu i mnie uspokoi. Powie, ze
wszystko już dobrze. Ale nic nie jest dobrze. Odeszło ode mnie. To
koniec.
Rzuciłem się do
pokoju. Nie mogę tu zostać. Spełnię swoją obietnice. Wyjąłem
spod materaca broń. Tylko jeden nabój. Idealnie.
Wsadziłem
pistolet za pasek i ruszyłem na dół. Wychodząc z domu ignorowałem
nawoływanie chłopaków i mocno trzasnąłem drzwiami. Wsiadłem do
samochodu, wyciągnąłem kluczyki z kieszeni. Odpaliłem pojazd i z
piskiem opon ruszyłem. Jechałem łamiąc wszystkie przepisy i
ograniczniki prędkości. Skręciłem przy wjeździe do lasu. Droga z
asfaltu zmieniła się w tą z kamieni i błota. Mocno wciskałem
pedał gazu, wbijając go w podłogę, ale auto stało. Wyszedłem z
niego. Opony ugrzęzły w mokrej ziemi. Warknąłem pod nosem,
ruszając dalej na piechotę.
Zatrzymałem się
dopiero gdy wokół mnie była tylko ciemność. Wyjąłem pistolet i
naładowałem. Moja ręka trzęsła się.Przyłożyłem go do mojej klatki piersiowej i nacisnąłem spust. Huk i ból nastąpiły prawie w tym samym momencie. Upadłem na ziemie, a pistolet wypadł mi z ręki. Oddech wydawał się tera najtrudniejszą rzeczą na świecie.
-Rocky...- mój
ostatni oddech ociekł z jej imieniem.
Zobaczyłem
jeszcze kilka smug światła, potem już tylko ciemność.
To koniec...
*Rocky*
W tym samym
czasie.
Czułam się jak ryba, która właśnie jest łowiona. Siła jaka
wyciągała mnie na powierzchnie była tak olbrzymia, że aż zabrała
mi oddech. Potem był ból. W każdym skrawku mojego ciała był
ogromny ból. Otworzyłam oczy by zobaczyć co się dzieje. Niestety
blask jaki mnie oślepił natychmiast mi je zamknął.
-Rocky? Słyszysz mnie?- obcy głos zabrzmiał niedaleko mnie.
Kolejna próba otwarcia oczu powiodła się. Zobaczyłam, ze jetem w
tym samym pokoju, który widziałam przez wodę. Wróciłam.
-Ale... Przecież twoje serce... Jak?
Mężczyzna, który stał przede mną miał szok wymalowany na
twarzy.
-Gdzie.- w gardle miałam straszną gule-Gdzie jest Harry?-
wychrapiałam tak cicho, że nawet ja ledwo co siebie słyszałam.
Na moje słowa spuścił głowę w dół, a jego nastrój zmienił
się błyskawicznie.
-On myślał, że umarłaś, tak ja my wszyscy. - powiedział również
cichym głosem.
Jak to? Przecież żyje, ale Harry myślał, że... O nie.
Po moim policzku potoczyła się łza uświadamiając mi co się
dzieje. Miał przyjść do mnie jeśli nie wrócę, ale ja wróciłam.
Teraz to on odszedł. Zakończył to.
To koniec...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz