niedziela, 4 października 2015

Rozdział 1

Obudziłam się w złym nastroju, z resztą to nie nowość. Jest sobota więc muszę iść dzisiaj do pracy, pracuję w  StarBucks Cafe. Potrzebuję pieniędzy, chociaż myślę że mogłabym poprosić Harry'ego o kasę, ale wolę się mu nie narażać.
Wstałam i pokierowałam się do łazienki. Wzięłam prysznic i zrobiłam lekki makijaż. Po skończonych porannych czynnościach podeszłam do szafy z ciuchami. Ubrałam czarne rurki i luźną bluzkę a na to dżinsową kurtkę.
Dopiero teraz zorientowałam się że nie ma Harry'ego. Dziwne, zawsze przychodził na noc co prawda o trzeciej nad ranem, ale przychodził. Właściwie to cieszę się że nie przyszedł bo nie muszę oglądać tej jego fałszywej mordy.
Zjadam płatki na śniadanie i wyszłam z mieszkania. Mieszkaliśmy w nie za ciekawej okolicy, pełno tutaj niebezpiecznych typów. W okolicy znajdują się też 2 kluby nocne, nigdy w nich nie byłam, ale słyszałam że nie są za luksusowe.
Byłam już prawie w pracy gdy zadzwonił mi telefon, nie pofatygowałam się sprawdzić kto dzwoni tylko od razu nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-No hej Rocky, gdzie jesteś?-To Liam dzwonił.
-Idę do pracy, a co chciałeś?
-Wybieram się dzisiaj z Drakem do klubu, idziesz ba nami?- Drake to znajomy Liama.
-Nie dzięki, to nie dla mnie, ale bawcie się dobrze.
-Nie zmuszam, to pa
-Papa-Rozłączyłam się, nie widzę powodów dla których miałabym tam iść.
Musiałam dzisiaj dłużej zostać w pracy, niby źle, ale dla mnie lepiej bo dostanę więcej kasy. Do zamknięcia kawiarenki zostało jeszcze dwadzieścia minut, nudzi mi się niemiłosiernie, od godziny nikt nie wszedł kawiarni.
Gdy miałam zamykać drzwi  nagle ktoś wszedł. Nie no, przecież pisze że zamknięte!
Był to chłopak, miał brązowe włosy i niebieskie oczy, widzę go pierwszy raz, czy wspomniałam że jego ręce były całe w tatuażach? Nie? To ma mnóstwo tatuaży. Dopiero teraz spostrzegłam że odkąd tu wszedł, cały czas się na niego gapię. Na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech. Gość jest dziwny.
-Podoba ci się to co widzisz?-Spytał, a ten uśmiech nie schodził mu z twarzy. Moje policzki lekko się zaczerwieniły.
-Prz..przepraszam z..zamknięte-Jąkałam się, bałam się go. Ma chyba z pierdyliard tatuaży z resztą tak jak mój brat, pasowaliby do siebie.
-Kochanie, dla mnie zawsze i wszędzie jest otwarte- Wyciągnął rękę w moją stronę a potem lekko dotknął nią mój policzek. Na jego dotyk zesztywniałam.
-Coś podać?-Zapytałam i podeszłam do lady, on poszedł za mną i usiadł na stołku barowym.
-Waniliową cafe late z bitą śmietaną-Lekko się zaśmiałam, mało jaki facet zamawia waniliową kawę.
-Co cię tak śmieszy?-Jego głos nie był miły, był sztywny i zły. Ja wzruszyłam ramionami i obruciłam się do niego tyłem po czym zabrałam się za robienie kawy. Poczułam czyjeś ręce na moich biodrach, oczywiście należały one do tego którego jeszcze imienia nie poznałam.
-Pytam jeszcze raz. Co cię tak śmieszy?-Spytał oschle.
-Ch..chodzi oto ż...że mało jaki facet zamawia waniliową kawę- obróciłam się do niego przodem. Jego oczy były ciemne.
-Czy mówisz że nie jestem męski? Mam ci pokazać...-przerwałam mu.
-Nie! To ja już skończę już tą kawę i zam...-Tym razem ja nie skończyłam bo przywarł swoimi ustami moje usta. Nie odwzajemniłam pocałunku. Tak szczerze, to był mój pierwszy, nigdy nie miałam chłopaka, albo może po prostu nie chciałam? Nie tak sobie wyobrażałam mój pierwszy, miał być czuły, romantyczny, taki prawdziwy a ten  w żadnym stopniu go nie przypominał.
Gdy chłopak oderwał swoje usta od moich, chwycił mój nadgarstek i skierował się do wyjścia z kawiarni, zdążył jeszcze przekręcić kluczyk który był w drzwiach i schować mi go do torebki. Skierowaliśmy się do chyba jego auta. Nie potrafiłam się wyrwać, byłam za bardzo oszołomiona. Chłopak dosłownie wepchał mnie do samochodu po czym odjechaliśmy.
-Gdzie mnie zabierasz?
-Do mnie
-Po cholerę?!
-Nie gadaj tyle.-Kurwa. Co jak on chce mnie zgwałcić? Już nachalnie mnie pocałował, więc nie wiem do czego jest zdolny.
Po 10 minutach drogi byliśmy pod starą kamienicą wyszliśmy z samochodu nie odzywając się. Bezimienny podszedł do mnie i złapał za ramię a po chwili weszliśmy do jego mieszkania. Było...jak by to powiedzieć...obrzydliwie. Po podłodze miotały się puszki po piwie, niedopałki papierosów i...o Boże prezerwatywa. Na sam widok tego wszystkiego chciało mi się wymiotować.
-Powiesz po co przyszliśmy do twojego..hmm...mieszkania?-Po cichu dodałam "jeżeli można to tak nazwać"
-Jeżeli ci się coś nie podoba to wypierdalaj.
-Acha...spoko to paapa- skierowałam się do wyjścia z nadzieją że zostawi mnie w spokoju. Niestety przeliczyłam się.
-Stój złapał mnie za ramię i skierował chyba do sypialni. Podszedł do szafy a z niej wyciągną sukienkę. Podał mi ją. Była czarna i bardzo krótka, tak zwana "mała czarna".
-Po co mi ona?
-Masz mi zatańczyć taniec "GoGo"
-Popierdoliło?!
-Żartuje, tak serio to to ubierz bo idziemy na imprezę do kumpla. Poszłam do łazienki którą wskazał mi Louis,  dowiedziałam się że tak ma na imię.
Ubrałam sukienkę, ledwo zakrywała mi tyłek już nie mówiąc o piersiach.
Gdy Louis się przebrał wróciliśmy do samochodu i pojechaliśmy.
Zaparkowaliśmy przed jakimś magazynem, trochę dziwne bo mówił że idziemy na imprezę do jego kumpla.
Wyszliśmy z samochodu, Lou podszedł do mnie i złapał mnie w tali, trzymał mnie mocno, jakby nigdy nie chciał mnie wypuścić. Gdy weszliśmy do "domu" wszystkie oczy były zwrócone w naszą stronę. Podeszliśmy do kanapy i usiedliśmy.
Na niej siedział inny chłopak, miał czekoladowy kolor skóry, czarne włosy i dużo tatuaży.
-Witaj, jestem Zayn
-A ja  Rocky
Chwilę jeszcze pogadaliśmy a potem Louis zaprosił mnie do tańca, niechętnie się zgodziłam.
Ręce położył na moich biodrach a ja swoje zawiesiłam mu na szyje. Przycisną mnie bliżej do swojego ciała, jak na złość leciała wolna piosenka.
Po skończonej piosence podeszliśmy do baru.
-Czego się napijesz?
-Ja...nie piję
-No weź nie bądz taka sztywna-Może i jestem sztywna, ale nikt nie będzie tak mówić. Wzięłam do ręki kieliszek z przeźroczystą cieczą i wypiłam do dna. W moim brzuchu zaczęło robić się jakby ciepło. Lou podał mi kolejny, potem kolejny i jeszcze, ale w końcu przestałam liczyć. Lekko się chwiałam co było pewnie spowodowane alkoholem jaki teraz płyną w  moich żyłach.
Usiedliśmy na kanapę, nie wiem co we mnie wstąpiło, ake gdy Louis nachylił swoją twarz do mojej po prostu go pocałowałam, był zaskoczony, ale odwzajemnił pocałunek. Po chwili Louis wstał nie odrywając swoich ust od moich, więc ja też wstałam. Nagle Lou gwałtownie oderwał się ode mnie, nie, on został przez kogoś odepchnięty bo leżał na ziemi. Spojrzałam na tego który to zrobił. O kurwa! To był Harry, co on robi na takiej imprezie?
-Co ty kurwa robisz? Jesteś zwykłą dziwką!- Powiedział i mocno złapał mnie za ramię, będą siniaki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz