niedziela, 4 października 2015

Rozdział 2

Wyszliśmy z "domu" i stanęliśmy przed nim.
-Co ty tu kurwa robisz i dlaczego liżesz się z moim przyjacielem?!-Krzyknął i mocniej złapał mnie za ramię. Jego uścisk był tak mocny że z moich oczu zaczęły lać się łzy
-No odpowiedz do cholery jasnej
-Ja...on...-Nie wiedziałam co powiedzieć, ale w sumie sprawa była prosta, ten  cały Louis mnie porwał a później upił i chciał wykorzystać.-A ty od kiedy się mną przejmujesz, co?!-Skąd ta nagła odwaga u mnie? Po moich słowach dostałam mocnego plaskacza w policzek, jeszcze bardziej zaczęłam płakać.
Harry wepchał mnie do samochodu i pojechaliśmy w nie znane mi miejsce.
*Harry*
 Nienawidzę tej szmaty i nie zamierzam jej inaczej traktować, zepsuła mi całe dzieciństwo więc niech teraz pocierpi. A to że jeszcze się obsciskiwała z Louisem przebrało miarę. Jedziemy samochodem już 20 minut a ona nadal płacze, Jezu nic przecież jej się nie stało. Jeszcze.
-Przestań ryczeć, nie jesteś małym dzieckiem.-Na moje słowa jeszcze bardziej się rozpłakała, chociaż widziałem że próbowała się powstrzymać.

*Rocky*
 Dlaczego los akurat mnie postanowił ukarać takim życiem? Zawsze byłam grzeczna, pomagałam  innym. Pomagałam...mamie. Na myśl o niej jeszcze bardziej zaczęłam płakać. Wszystko było dobrze jeszcze tylko jak ona żyła. Harry nigdy mnie nie lubił. Ba! Nawet nienawidził, jak byliśmy mali, czyli jak miałam 8 lat ciągnął mnie za włosy a później wmawiał mamie że to ja jestem ta zła. Niby nic, pewnie pomyślicie że to były tylko jakieś szczeniackie sprzeczki, ale one przerodziły się w czystą nienawiść. Tak, ja też go nienawidzę. Oczywiście jestem wdzięczna mamie-Anne że mnie adoptowała, ale Harry to najgorsze co mnie w życiu spotkało. Zaparkowaliśmy przed jakąś obskurną kamienicą. Jeszcze gorszą niż ta gdzie mieszkamy.  -G..gdzie idziemy?-zapytałam gdy wysiedliśmy z samochodu.
 -Po prostu chodź- Ruszył przed siebie nie czekając na mnie i nie patrzył w moją stronę więc równie dobrze mogłabym uciec. Jednak po głębszych przemyśleniach zrezygnowałam z ucieczki i zaczęłam iść za Harrym.  Weszliśmy do mieszkania, chociaż zastanawiałam się czy to przypadkiem nie śmietnik, wyglądało to podobnie do mieszkania Louisa. Harry kazał usiąść mi na kanapie, tak zrobiłam. Po chwili do salonu wszedł Niall.
-Witaj skarbie-przywitał się. Rzuciłam mu tylko oschle "cześć" i chłopak usiadł obok mnie. Objął moje ramię swoją ręką i nachylił swoją twarz do mojego ucha a ja nadal sparaliżowana patrzyłam przed siebie-miałaś mi coś wynagrodzić-szepnął. Po ciele przeszły mnie ciarki.
-O..o czym mówisz?
-Gdyby nie ja...-położył rękę na moim udzie i jechał coraz wyżej.  Jego ręka była już prawie przy samej górze, ale gwałtownie się od niego odsunęłam. Horan patrzył na mnie zdziwiony. Po chwili do salonu wszedł Harry.
-Po co mnie tu przywiozłeś?-zapytałam
-Miałem cię zostawić samą, żebyś się tam ruchała z Tomlinsonem?
-A co cie to interesuje co ja robię? Od kiedy ty w ogóle się mną interesujesz?
-To jest mój przyjaciel a ty jesteś moją siostrą, chcesz później dzieciaka bawić?-walnęłam go z otwartej ręki w policzek, właściwie to nie wiem czemu to zrobiłam, byłam wkurwiona za to że tak się do mnie odnosi.
-Ty kurwo!-krzyknął i mocno pociągnął mnie za włosy tak że upadłam. Usiadł na mnie okrakiem. Chyba nie chce zrobić tego co chciał wcześniej? Wycelował mocny cios w mój brzuch. Zaczęłam płakać. Czy on jest jakimś bokserem? Jego ciosy są strasznie mocne. Harry miał wycelować kolejny cios, lecz Niall zepchnął go z mojego ciała.
-Kurwa, opanuj się człowieku! Chcesz zabić własną siostrę?
-Tak! Ta szmata zasłużyła na to!-I  znowu chciał się na mnie rzucić lecz Niall go powstrzymał.-A ty co kurwa zakochałeś się?!
-Nie, ale może być dobra-powiedział. Yyyy...? Dobra nie wnikam. Jak najszybciej wstałam i wybiegłam z budynku biegnąc nie wiadomo gdzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz