Odskoczyłam od chłopaka jak oparzona.
Jade patrzyła na mnie z rozczarowaniem i bólem wypisanym na twarzy.
Nigdy widziałam jej w takim stanie. Alkohol wyparował z mojego
ciała jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy tylko
spojrzałam na chłopaka przede mną. To był Niall. Chłopak Jade i
przyjaciel Harrego. O kurwa.
-Jade... Ja... Nie widziałam... Ja... Nie...-plątałam się w słowach.
-Niewierze. Jesteś zwykłą szmatą! Nikim więcej! A ty-spojrzała na chłopaka.-nie chce już nigdy więcej widzieć! Nie znoszę was!
Łzy ściekały jej po policzkach, podobnie jak mnie. Była moją przyjaciółką, traktowałyśmy się jak siostry, a ja wszystko spierdoliłam. Nie mogłam jej stracić. Po prostu nie mogłam. Jade ruszyła w stronę wyjścia, a ja za nią. Chłodny wiatr owiał moją skórę, gdy tylko przekroczyłam próg. Nie było za dużo widać, bo była tu tylko jedna latarnia, która dawała raczej słabe światło. Gorączkowo rozglądałam się za przyjaciółką, a raczej byłą już przyjaciółką, ale ja nie dawałam dostępu tej myśli.
-Jade! Gdzie jesteś?! Jade! Proszę, wybacz mi!- krzyczałam na cały głos, a moje krzyki niosły się echem. Nagle poczułam się obserwowana, więc się obróciłam w stronę klubu. Gdy tylko moje oczy zobaczyły mężczyznę, który stał jakieś cztery metry ode mnie, moje dłonie od razu zacisnęły się w pięści.
-Co ty tu kurwa robisz?!- nie miałam zamiaru być dla niego delikatna, ani przyjacielska. Teraz zobaczy jak się zmieniłam przez ten czas bez niego. Teraz jestem silniejsza.
-Nie takim tonem, suko. Myślisz, że jak sobie zrobisz kilka tandetnych tatuaży to możesz się tak do mnie odzywać?- Harry wyraźnie sobie ze mnie drwił.
-Tak właśnie myślę. I mogę mówić sobie jakim tonem chcę.
-Pożałujesz.- wysyczał przez zaciśnięte zęby. Zbliżał się do mnie ale ja byłam szybsza. Uderzyłam go w policzek i cofnęłam się do tyłu. Wpadł w czystą furie, rzucając się na mnie. Dostałam kilka uderzeń w twarz i brzuch. Kopałam i wierzgałam na wszystkie strony. Udało mi się go kopnąć w krocze na tyle mocno, że upadł na kolana zginając się. To była moja szansa ucieczki. Niestety przez mój pech, wpadłam na kogoś. I tym kimś był Louis. Złapał mnie za nadgarstek, boleśnie go wykręcając. Grymas bólu pojawił się na mojej twarzy.
-Dawno się nie widzieliśmy.- uśmiechnął do mnie bezczelnie. Jego twarz zaczęła niebezpiecznie zbliżać się do mojej.
-Nawet o tym nie myśl.- sunęłam na niego. Na początku był zszokowany. Wytarł rękawem ślinę z policzka i z złością jeszcze bardziej wykręcił moją rękę. Harry zdążył się już pozbierać. Zmierzał w moją stronę z pięściami, ale przerwały mu się otwierające drzwi klubu. Na zewnątrz wyszedł Niall z jakimś chłopakiem, którego nigdy nie widziałam. Obaj trzymali pod ramionami jakieś ciało. Po chwili zorientowałam się, że to był Justin. Był nieprzytomny lub nieżywy. Obie te opcje nie podobały mi się i wywoływały nieprzyjemne dreszcze w dole kręgosłupa.
-Co mu zrobiliście?!- mój krzyk niósł się echem.
-Jade... Ja... Nie widziałam... Ja... Nie...-plątałam się w słowach.
-Niewierze. Jesteś zwykłą szmatą! Nikim więcej! A ty-spojrzała na chłopaka.-nie chce już nigdy więcej widzieć! Nie znoszę was!
Łzy ściekały jej po policzkach, podobnie jak mnie. Była moją przyjaciółką, traktowałyśmy się jak siostry, a ja wszystko spierdoliłam. Nie mogłam jej stracić. Po prostu nie mogłam. Jade ruszyła w stronę wyjścia, a ja za nią. Chłodny wiatr owiał moją skórę, gdy tylko przekroczyłam próg. Nie było za dużo widać, bo była tu tylko jedna latarnia, która dawała raczej słabe światło. Gorączkowo rozglądałam się za przyjaciółką, a raczej byłą już przyjaciółką, ale ja nie dawałam dostępu tej myśli.
-Jade! Gdzie jesteś?! Jade! Proszę, wybacz mi!- krzyczałam na cały głos, a moje krzyki niosły się echem. Nagle poczułam się obserwowana, więc się obróciłam w stronę klubu. Gdy tylko moje oczy zobaczyły mężczyznę, który stał jakieś cztery metry ode mnie, moje dłonie od razu zacisnęły się w pięści.
-Co ty tu kurwa robisz?!- nie miałam zamiaru być dla niego delikatna, ani przyjacielska. Teraz zobaczy jak się zmieniłam przez ten czas bez niego. Teraz jestem silniejsza.
-Nie takim tonem, suko. Myślisz, że jak sobie zrobisz kilka tandetnych tatuaży to możesz się tak do mnie odzywać?- Harry wyraźnie sobie ze mnie drwił.
-Tak właśnie myślę. I mogę mówić sobie jakim tonem chcę.
-Pożałujesz.- wysyczał przez zaciśnięte zęby. Zbliżał się do mnie ale ja byłam szybsza. Uderzyłam go w policzek i cofnęłam się do tyłu. Wpadł w czystą furie, rzucając się na mnie. Dostałam kilka uderzeń w twarz i brzuch. Kopałam i wierzgałam na wszystkie strony. Udało mi się go kopnąć w krocze na tyle mocno, że upadł na kolana zginając się. To była moja szansa ucieczki. Niestety przez mój pech, wpadłam na kogoś. I tym kimś był Louis. Złapał mnie za nadgarstek, boleśnie go wykręcając. Grymas bólu pojawił się na mojej twarzy.
-Dawno się nie widzieliśmy.- uśmiechnął do mnie bezczelnie. Jego twarz zaczęła niebezpiecznie zbliżać się do mojej.
-Nawet o tym nie myśl.- sunęłam na niego. Na początku był zszokowany. Wytarł rękawem ślinę z policzka i z złością jeszcze bardziej wykręcił moją rękę. Harry zdążył się już pozbierać. Zmierzał w moją stronę z pięściami, ale przerwały mu się otwierające drzwi klubu. Na zewnątrz wyszedł Niall z jakimś chłopakiem, którego nigdy nie widziałam. Obaj trzymali pod ramionami jakieś ciało. Po chwili zorientowałam się, że to był Justin. Był nieprzytomny lub nieżywy. Obie te opcje nie podobały mi się i wywoływały nieprzyjemne dreszcze w dole kręgosłupa.
-Co mu zrobiliście?!- mój krzyk niósł się echem.
Harry, tak jakby dopiero teraz
przypomniał sobie o mojej obecności. Skinął do chłopaków
niosących bezwładne ciało, a oni tylko potaknęli głowami.
Następnie całą swoją uwagę przeniósł na mnie, zniżając
się.
-To na co zasłużył.- szepnął ci do ucha.
-To na co zasłużył.- szepnął ci do ucha.
Potem poczułam tylko ostry ból
brzucha. Starałam się skulić, ale moja ręka dalej była
wykręcana. Mój brat bezlitośnie wymierzał kolejne ciosy, a ja
starałam się jakoś wywinąć spod uścisku Louisa. Zaczynało mi
brakować już tchu. Obraz zamazywał się przez łzy. Próbowałam
wytrzymać to wszystko i zobaczyć co stanie się z moim
przyjacielem.
Wolnym krokiem zmierzali do ściany przy której stał kontener. Wrzucili do niego ciało Justina, a myśl, że go zabili starała dotrzeć do mojej świadomości, ale ja ją odpychałam. Straciłam kolejną ważną osobę jednego wieczoru i już jej nie odzyskam.
-Niee!- szloch wydobył się ze mnie. Już nie zatrzymywałam łez, pozwoliłam im spływać po mojej twarzy.
Oddech był coraz trudniejszy. Ostatnią myślą była ta czy mnie zabije, a po niej była już tylko ciemność.
Wolnym krokiem zmierzali do ściany przy której stał kontener. Wrzucili do niego ciało Justina, a myśl, że go zabili starała dotrzeć do mojej świadomości, ale ja ją odpychałam. Straciłam kolejną ważną osobę jednego wieczoru i już jej nie odzyskam.
-Niee!- szloch wydobył się ze mnie. Już nie zatrzymywałam łez, pozwoliłam im spływać po mojej twarzy.
Oddech był coraz trudniejszy. Ostatnią myślą była ta czy mnie zabije, a po niej była już tylko ciemność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz