niedziela, 4 października 2015

Rozdział 6

Ból przechodził przez moje ciało z każdym najmniejszym ruchem. Czułam na mojej twarzy promienie światła. Rozchyliła prawą powiekę z zamiarem otwarcia oczu, ale światło zmusiło mnie do ich zamknięcia. Cicho jęknęłam z niezadowolenia, a wtedy do moich uszu doszedł cichy chichot. Przez mruganie udało mi się całkowicie utworzyć oczy, które szybko zeskanowały moje otoczenie. Leżałam na łóżku, a moja kostka była przywiązana do niego. Znajdowałam się w jakimś pokoju. Była tu jeszcze stara, niewielka szafa, okno i drzwi. Pierwsze prowadziły do łazienki, a drugie na korytarz. Najbardziej moją uwagę przyciągnął chłopak siedzący na zniszczonym fotelu, obok łóżka. Patrzył na mnie z głupkowatym uśmieszkiem, a głowę opierał na ręce.
-Kim jesteś?- zmrużyłam oczy.
-Jestem Zayn.
-Co ty tu robisz? Albo... Co ja tu robię?- zachichotał na moje zmieszanie. Fajnie, że cie śmieszę.
-Twój brat kazał mi cie pilnować...
-Czego ten skurwiel ode mnie chce?!- poderwałam się z miejsca, przerywając mu w pół zdania.
- Ej, spokojnie. Nie powiedział mi nic.- przyglądałam mu się uważnie.
Wydawało mi się, że nie kłamał.
-Więc masz tu tylko tak siedzieć i pilnować, żebym była grzeczna?
-Emmm... Tak.- roześmiałam się.
Wyglądał jakby był przerażony tą funkcją. W sumie nie dziwiłam się mu. Zaraz będzie z nim źle za to co zrobił Justinowi.
-Czemu to zrobiłeś?!- mój głos był oschły. On posłał mi tylko pytające spojrzenie. - Czemu zabiłeś Justina i wyrzuciłeś go jak jakiegoś śmiecia?!- krzyczałam z całych sił.
Gniew i złość wzrastały we mnie. Ich największym błędem było przywiązanie tylko jednej nogi. Usiadłam na łóżku i zamachnęłam się. Trafiłam pięścią w jego szczękę. Kolejny cios wymierzyłam w nos. Po chwili już kapała z niego krew. Gdy znów chciałam go uderzyć chwycił moją dłoń. Złapał moje obie dłonie w swoje i nie chciał ich wypuścić. Szarpałam się, niestety on był nie wzruszony. Myślałam, że odda mi teraz wszystkie ciosy i mnie pobije, ale on tylko mnie trzymał i patrzył w oczy. Byłam bezsilna. Nagle wszystkie najgorsze rzeczy z wczoraj uderzyły we mnie. Straciłam dwojga przyjaciół. Jeszcze Harry i jego gang... Nie mogłam już dłużej powstrzymać łez. Rozryczałam się jak dziecko i użalałam nad sobą. Mulat bez słowa wstał i usiadł obok mnie. Przyciągnął mnie do siebie i zamknął w szczelnym uścisku. Na początku stawiałam opór, ale potem wtuliłam się w niego, tym samym mocząc jego koszulkę.
-Przepraszam.- usłyszałam cichy szept przy uchu. Przyjemne dreszcze przeszły moje ciało, pozostawiając delikatne mrowienie w brzuchu. Co do cholery? Podniosłam głowę. Jego kawowe tęczówki obserwowały mój najmniejszy ruch. Topiłam się w nich i wcale mi to nie przeszkadzało. Widziała złote iskierki tańczące przy jego źrenicy. Spojrzał na moje usta, a potem powrócił swój wzrok na oczy. Zaczął powoli przybliżać swoją twarz do mojej. Uważnie mi się przyglądał. Pewnie myślał, że go odtrącę lub wyśmieje. Nie miałam takiego zamiaru, wręcz przeciwnie. Ja też zaczęłam się do niego przybliżać. Zamknęłam oczy dając ponieść się chwili. Czułam jego oddech na swojej skórze. Nagle ktoś otworzył drzwi. Szybko otworzyłam oczy. Zayn wpatrywał się w drzwi z kamiennym wyrazem twarzy, ale w jego oczach majaczył... Strach? Zwróciłam głowę w stronę drzwi i zamarłam. W progu stał rozwścieczony Harry. No to mam przejebane...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz