niedziela, 4 października 2015

Rozdział 8

*Rocky*

Moją wypowiedź przerwał głośny huk. Popatrzyłam z zdezorientowaniem na Harrego. W jego oczach czaiły się iskierki. Przerażający uśmiech wdarł się na jego twarz. Ręką sięgnął do swoich pleców, a po chwili trzymał w niej pistolet. Najprawdziwszy pistolet. O kurwa. Czy on chce mnie zabić? Odwrócił się w moją stronę i puścił mi oczko.
-Postaraj się żeby cię nie zabili. Mam jeszcze w planach się tobą trochę pobawić.- co jest? Przed chwilą był wściekły. Kolejny strzał.- Na komodzie masz broń. Wiesz jak jej używać?
-Nie jestem głupia.
-Nie tym tonem, suko.- wow. Znów zmiana nastroju. Bipolarny dupek.
Harry otworzył drzwi i ostrożnie wyszedł z pokoju. Szybko ruszyłam do wskazanego wcześniej miejsca. Znalazłam cztery pistolety różnej wielkości. Wzięłam pierwszy z brzegu. Magazynek był pełny, więc go załadowałam. Ujęłam broń w obie ręce i ruszyłam na korytarz. Nikogo tu nie było. Usłyszałam krzyki na zewnątrz. Bez większego zastanowienia poszłam tam. Drzwi frontowe były otwarte, a w progu leżał mężczyzna. Jego koszulka była pokryta krwią. Nie ruszał się, więc stwierdziłam, że nie żyje. Wyminęłam go, ale po chwili stanęłam jak wryta. Niall i Luois byli się z jakimiś wielkimi bydlakami. Zayn leżał na ziemi i trzymał się za ramię, krwawiąc. Trochę dalej Harry walczył z trzema osiłkami. Po chwili wylądował na ziemi. Jeden zabrał mu broń i teraz celował nią w leżącego chłopaka.
-Harry?!- chłopak popatrzył na mnie, ale po chwili znów swoją uwagę przeniósł na napastnika, który coś powiedział do mężczyzny stojącego obok niego.
On tylko skinął głową i ruszył w moją stronę. Strach budował się we mnie wykręcając moje wnętrzności. Mocniej ścisnęłam pistolet w mojej ręce i poniosłam go do góry mierząc w postać idącą do mnie.
-Nie zbliżaj się do mnie!- przystanął na chwilę, śmiejąc się ze mnie.
-Spokojnie laleczko.- zbliżał się coraz bardziej.
-Ani kroku dalej!- nie zważając na moje słowa dalej szedł. Po chwili złapał mnie za ramie i ciągnął do samochodu. Wtedy spanikowałam...
Ciało mężczyzny upadło przede mną. Znów zabiłam człowieka. Obiecałam sobie, że więcej już tego nie zrobię, ale złamałam obietnicę.
-Ty suko!- usłyszałam głośne warknięcie za mną. Po chwili poczułam jak ktoś ciągnie mnie za włosy, tym samym powodując upadek na ziemię, obok trupa.
-Zgrywasz taką dzielną, huh?! Zaraz zobaczymy czy taka jesteś!- mężczyzna śmiał się jak psychopata.
W moim żołądku znów formował się strach, ale nie dawałam po sobie poznać, że się go boję. Wtedy to by go jeszcze bardziej nakręciło.
Pochylił się nade mną. Dotknął palcami mojego, prawego policzka, a na mojej twarzy pojawił się grymas obrzydzenia. To był błąd, bo wymierzył mi siarczystego policzka. Syknęłam przez pieczenie na skórze. Mój ból tylko go zachęcił do dalszego znęcania się. Dostałam w szczękę z jego pięści, a następnie w oko. Ból tańczył wręcz na mojej twarzy. Z cwanym uśmieszkiem poniósł się i kopnął mnie w brzuch. Odruchowo się skuliłam, desperacko starając się zmniejszyć cierpienie. Ale on nie zaprzestał. Bił mnie z coraz większą siłom. Zaczęłam dławić własną krwią. Moje ciało nie reagowało na moje polecenia. Kończyny zaczynały mi drętwieć, a obraz zamazywał się przez łzy, które kumulowały się w szybkim tempie.
Zastanawiałam, czy mnie zabije. Choć to było prawie pewne, nadal miałam jakiś gram nadziei, że ktoś zabierze tego bydlaka. Ktokolwiek do kurwa nędzy.
Chyba ktoś tam na górze wysłuchał moim błagań, bo po chwili ktoś odciągnął ode mnie mężczyznę. I tym kimś był... Harry? Przecież on mnie nienawidzi. Dlaczego mnie ratuje?
Mój brat wymierzył mocny cios w twarz mężczyzny przez co ten zachwiał się do tyłu. Lokowaty cały czas atakował nie dając bronić się mojemu napastnikowi. Upadł na ziemię, ale ku mojemu przerażeniu zaczął sięgać do tyłu, tam gdzie upadła mi broń. Kurwa mać.
-Harry uważaj!- krzyknęłam jak najgłośniej umiałam. On spojrzeć na mnie. Tamten wykorzystał jego nie uwagę i strzelił w jego klatkę piersiową. Nie!!! Harry upadł do tyłu łapiąc się za ranę. Każdy oddech sprawiał mu coraz większą trudność. Łzy spływały po wcześniejszych śladach już wyschniętych. Jego powieki opadły, a ostatnie tchnienie opuściło płuca.
-Nie... Harry... Nie...- szeptałam nie umiejąc sobie poradzić ze świadomością, śmierci mojego brata. Może i zachowywał się jak pozbawiony uczuć egoista, ale to mój brat. To mój brat do cholery.
-Teraz twoja kolej. -mężczyzna wstał i wymierzył broń w moją stronę. Dalej zabij. Mam już to w dupie.
-Zostaw ją. -kolejny wybawca? O nie..
-Nie mieszaj się Malik.
-Bo co? - mulat uniósł brew ku górze. Już po nim.
-Bo to... - strzał. Zayn syknął. Dostał w nogę. Proszę, żeby tylko go nie zabił. Nie może. Strzał. Celny. Kolejne ciało upadło, krwawiąc.
-Zayn...- spojrzał na mnie i delikatnie się uśmiechnął. Jego powieki opadły, a klatka piersiową przestała się poruszać. -Zayn! Nie możesz! Nie możesz...- głośno szlochałam. Nie, proszę. Harry, Zayn... Nie! Oni się zaraz obudzą. Muszą.
-Ostanie życzenie?
-Zgij w piekle.- syknęłam tak jak najbardziej jadowicie potrafiłam.
Ból zawładnął każdym najmniejszym skrawkiem mojego ciała. Oddychanie stało się najtrudniejszą rzeczą na świecie. Przed oczami pokazywały się czarne plamki. Z ostatnim oddechem świat znikł, a zastąpiła go ciemność. To koniec...ałam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz